loading
Dodaj do ulubionych Dodać na Twitter Dodaj na facebook
Strona główna » Forum » Miłość, Związki i Seks » wszystko na ''nie''

wszystko na ''nie''

katarzyna23

katarzyna23: Prosze o rade jak mam zabić upór męża, niedawno dostalismy zaproszenie na ślub jego kuzynki, od razu stwierdził ze nie pójdziemy bo on nie lubi takich imprez, w ostatecznosci powiedział ze moge isc sama jesli mi bardzo zalezy. Po drugie wysłałam go na prawo jazy, oczywiscie kurs zrobił ale na egzamin nie pojdzie bo sie zestresuje. Bez sensu. Wiec poszłam sama na kurs i teraz sie męcze żeby zdac. Mamy 4 letniego synka i śub tylko cywilny wiec zaczełam napomiac o koscielnym a on dowalił ze nigdy nie wezmie kościelnego bo sie boi ze pomyli sie podczas przysięgi i wszyscy go wysmieją. Dla mnie tez bez sensui wymówka. Nie chce chodzic ze mna do koscioła wiec odpusciłam i chodze z synkiem. ma pretensje że sie stroje gdy wychodze np. do pracy a dla niego mi sie nie chce, wiec rzuciłam propozycje wspólnego wyjscia a on na to ze nigdzie z domu nie bedzie wychodził, uroczysta kolacja (żebym mogła sie wystroic dla niego) w domu tez odpada bo lepiej zjesc normalną kolacje a potem obejrzec w łóżku jakis durny film!!! Na nic nie moge go namówic bo on na wszystko uparcie odpowiada NIE. Co robic, prosze pomóżcie.
09 wrzesień, 2010 o 11:52 Odpowiedz

lolie
lolie: @katarzyna23

Uuu faktycznie brzmi bardzo zatwardziale. A moze jest jakaś głębsza przyczyna tego stanu rzeczy? Może jest niezadowolony ze swojego życia i w ten sposób "mści się" na najbliższym otoczeniu, w tym przypadku na Tobie? Czy Twój mąż ma na codzień dużo pracy? Może warto go namówić na jakiś relaksacyjny wyjazd tylko we dwoje? Może coś go interesuje, jakieś hobby, które warto byłoby mu pomóc rozwijać? No nie mam pomysłu jak tu podejść taki przypadek...Wiesz...z tym chodzeniem na śluby znajomych i rodziny to jest czasem ciężka sprawa, jak nie ma musu żebyscie szli to może mu odpuść? tak bardzo ci na tym zalezy? Z tym prawkiem to trochę faktycznie dziwne...może niech zdaje egzamin w jakimś przyjaznym ośrodku egzaminowania,? Poza tym niezdany egzamin to nie koniec świata...no chyba, że tu chodzi o kasę...Do koscioła też go nie zmuszaj, to jego osobista decyzja - swoją drogą - o tym czy lubi chodzić czy nie nie wiedziałas przed ślubem? Generalnie jak bedzie się głupio upierał przy niektórych rzeczach to ignoruj go tak długo jak mozesz, przestan go prosić, pytać, zobaczysz jak znudzony albo zaniedbywany przyjdzie do ciebie...moze wtedy mu wyjasnisz w czym problem?

Powodzenia
09 wrzesień, 2010 o 14:46 Odpowiedz
katarzyna23
katarzyna23: Ależ on jest bardzo zadowolony ze swojego życia! O wspólnym wyjezdzie nie ma mowy, bo to strata czasu, u ubiegłym roku tylko raz udało mi sie go namówic na wspólny weekend i na tym sie skonczyło, wyjechał tylko po to żebym dała mu wreszcie spokój. Jego hobby to przesiadywanie na internecie i "dorabianie się". Co do ślubu to moge iść sama jesli bardzo chce. Jesli chodzi o prawko to nie jest to kwestia kasy, bo z tym nie ma problemu tylko o to ze sie zestresuje przy zdawaniu na placu. Troche bez sensu bo przecierz kazdy sie stresuje przy takim egzaminie. Według niego żaden osrodek egzaminacyjny nie jest przyjazny. A do koscioła chodził z dziewczyna którą miał przede mna a mi powiedział ze nie mam prawa do niczego go zmuszac. Oczywiscie ze nie mam ale on nawet na kompromisy nie chce isc. Co to za życie, niby razem ale każdy z nas prowadzi swoje osobno. Przestane juz chyba go prosic i namawiac do czegokolwiek bo widze ze to tylko strata mojego czasu, dam mu święty spokój.
22 wrzesień, 2010 o 11:43 Odpowiedz
lolie
lolie: @katarzyna23

Nie wiem jakim typem osoby jesteś, ale gdyby mnie facet takie numery wykręcał to bym się poważnie zastanowiła czy mu na mnie zależy i nawet zapytała go o to wprost, dlaczego się ze mną ożenił - zastanowiłabym się czy chcę tkwić w takim beznadziejnym związku (wybacz ale z Twoich postów wybija się takie poczucie beznadziei)...Jeśli nie działa prośba to mu zagroź...choćby rozwodem...może przejrzy na oczy..już nie mam innych pomysłów. Powodzenia!
22 wrzesień, 2010 o 15:26 Odpowiedz
katarzyna23
katarzyna23: Na niego juz chyba nic nie zadziała, chyba zaczne zyc juz tylko zyciem swoim i naszego dziecka nie zwazając na meża i jego fochy. Ciągle powtarza ze nikt do niczego go zmuszac nie bedzie, tylko ze ja czasami tylko proponuje a nie od razu wymuszam. Wszystko dla niego robie a gdy ja cos chce od niego to z reguły słysze nie. Gdy zakładał własną firme to załatwiałam z nim wszystko co sie tylko dało, we wszystkim mu pomagałam i nadal sie staram mu pomóc jesli moge, bo wiem ze jesli nie wezme jego spraw w swoje ręce to on niczego sam nie załatwi.Postanowiłam ze na ten ślub pójde bez niego i będe sie świetnie bawić a on niech ten czas sobie sędzi w towarzystwie internetu. Nie mam już siły z nim walczyc o takie pierdoły, pokaże mu że wcale tak bardzo mi nie zalezy na tym aby gdziekolwiek ze mną wychodził i cokolwiek ze mną robił. Zobaczymy jak długo tak wytrzyma...

22 wrzesień, 2010 o 17:12 Odpowiedz
lolie
lolie: @katarzyna23

Cieszę się, że znalazłaś w sobie siłę, żeby to jakoś przetrwać. Masz rację, idź, zabaw się, zrelaksuj, na pewno tego potrzebujesz skoro to ty we wszystkim mu pomagasz a nie na odwrót. Życzę Ci żebyś znalazła szczęście w tym co sama robisz dla siebie :).
23 wrzesień, 2010 o 10:46 Odpowiedz
katarzyna23
katarzyna23: Paweł w koncu zdecydował ze jednak pójdzie na ten ślub ja jednak widze po nim ze bardzo wolałby zostac w domu. Powiedziałam mu niech robi co chce a ja z nim czy bez niego to i tak pójde i on nie ma prawa mnie ograniczac.
02 październik, 2010 o 09:40 Odpowiedz
lolie
lolie: @katarzyna23

Myślisz, że to, że mu pokazałaś swoją niezależność zaczyna skutkować [:-o] ? Oby tak dalej! :D Czekam na post ,w którym napiszesz, że Twój mąż się świetnie bawił na tym weselu, hehe.
04 październik, 2010 o 09:05 Odpowiedz
katarzyna23
katarzyna23: Niestety nie pójdziemy na to wesele, mama męża bardzo sie rozchorowała, jest w szpitalu, nie wiadomo co z nia bedzie. Mąż stwierdził ze jak w takiej sytuacji mozna isc sie bawic. Nie jestem złą osobą ale wydaje mi sie ze choroba matki jest mu na rękę bo on od poczatku nie chciał isc tylko nie miał konkretnego powodu odmowy a teraz ma co wykorzystac. Lekarze podejrzewają u tesciowej tętniak ale powtarzaja ze to nic pewnego, badania nic nie wykazują. Nic nie jest przesądzone a mój mąż zachowuje sie jakby był w żałobie. No cóż, odpusciłam, liczyłam jednak na to ze mimo choroby mamy pójdziemy na to wesele przynajmiej na 2-3 godziny. Ale nie chce juz z nim o tym rozmawiac, zacisnęłam zęby i powiedziałam mu ze w tym dniu po prostu pójde do pracy (jak w kazdy weekend). Nie bede siedziec z nim w domu i słuchac jego marudzenia, pójde do pracy, przynajmniej sobie zarobie. Ja rozumie, ze jego mama jest chora ale nie mozna dac sie zwariowac, ona potrzebuje teraz naszego wsparcia a nie użalania sie jaka to ona chora i co teraz bedzie.
09 październik, 2010 o 08:00 Odpowiedz
katarzyna23
katarzyna23: Moze pisze głupoty ż mąż wykorzystuje chorobe mamy, ale ja juz jestem bardzo zmeczona tym wszystkim. Tesciowa jest mi bliską osobą i tez bardzo sie martwie o nią. Mąz ciągle powtarza ze to jest w koncu jego matka i oprócz niego ona nikogo wiecej nie ma. To nie prawda, ona ma męża, drugiego syna, brata, siostre. Naprawde nie jest sama. Mąz mówi ze musimy ją wspierac i miec nadzieje ze wszystko bedzie dobrze. Tesciowa w chwili załamania powiedziała ze jesli po jakiejkolwiek operacji bedzie sparalizowana to mamy ją oddac do hospicjum, bo ona nie chce byc dla kogos ciężarem. Ja ciagle jej powtarzam ze wszystko bedzie dobrze, przecierz jeszcze całe życie przed nia (ma 47lat), jest młoda, silna i da sobie rade a my tez bardzo chetnie jej pomozemy. A mój mąż... zamiast wspierac matke to zastanawia sie gdzie jest najblizsze hospicjum, zeby mama była blisko nas. Ręce opadają. Jestem zmeczona, wszystko na mojej głowie on zamiast mi pomagac to mysli o głupotach. Mi tez nie jest z tym łatwo.
09 październik, 2010 o 08:45 Odpowiedz
agnezz78
agnezz78: Witaj! Wiesz, mężczyźni nie lubię w życiu komplikacji ... nawet jeśli dotyczy to najbliższych ludzi. Nie znam mężczyzny, który potrafił by się zająć matką czy kimkolwiek, kto jest obłożnie chory, chyba, że jest zawodowym pielęgnierzem, ale nikogo takiego osobiście nie znam.

Co do samego stanu zdrowia twojej teściowej, to sami lekarze nie potrafią przewidzieć następstw. Znam przypadek, gdy skończyło się na przejściowym paraliżu i mniejszym niedowładzie prawej strony, co systematycznie było redukowane intensywną rehabilitacją. Teraz ta osoba porusza sią sama, a kiedy miała operację, była przybliżnie w wieku twojej teściowej. Hospicjum nie było potrzebne. Masz absolutną rację - 47 lat to stanowczo zbyt młody wiek, aby spisywać człowieka na straty. Zmobilizuj rodzinę i zorganizujcie opiekę w domu, to jest wykonalne. Zyczę dużo sił i zdrowia! [:-)]
11 październik, 2010 o 10:24 Odpowiedz

Copyright 2012. Ladiva.pl: Uroda, Moda, Zdrowie, Ciąża, Dzieci, Forum kobiety... . All rights reserved.